Leżeliśmy z Kacprem na kocu i opalaliśmy się. [...] Po jakimś czasie miałam już dość smażenia się.
- Może pójdziemy popływać? -spytałam, podpierając się łokciem.
- Teraz nie mam ochoty na pływanie, poopalam się jeszcze trochę. -przewrócił się na drugi bok, a później położył na brzuchu.
No tak, cały on. Jak mu się nie chcę, to ja mam robić to co on, albo zrobić to co ja chcę, ale sama. Westchnęłam cicho i wstałam.
- Gdzie idziesz? -spytał chłopak.
- No do wody. -poirytowało mnie nieco te pytanie, przecież przed chwilą pytałam...-ajii, nie ważne. Przecież nic nie miało zepsuć tego wyjazdu- pomyślałam i poszłam w kierunku morza.
Woda była nadzwyczaj spokojna. Zero fal... Weszłam po woli, woda była letnia, ale dało się przyzwyczaić. Po chwili byłam już do pasa zanurzona, w okół słyszałam radosne okrzyki dzieci i ich rodziny. Nagle obok mnie spadła dmuchana piłka.
- Ej, mogłabyś podać?! -zawołał ktoś.
Odwróciłam się i zobaczyłam trzech chłopaków, a z nimi dziewczynę. Wzrok stanął na jednym z chłopaków, był umięśniony i mega przystojny. Uśmiechał się, rękę miał delikatnie wyciągniętą w kierunku piłki. Szybko przeniosłam wzrok na nią i chwyciłam ją. Odrzuciłam im.
- Dzięki. -powiedział przystojniak i rzucił piłkę do dziewczyny.
[...]
Kiedy wyszłam z wody, zachciało mi się pić. Nie wzięliśmy z Kacprem nic do picia z domku, a bar był bliżej. Wzięłam więc z kieszeni spodenek drobne pieniądze i ruszyłam w kierunku stoiska. Kupiłam średnią wodę, odkręciłam pośpiesznie korek i wzięłam łyka. Nagle ktoś mnie szturchnął. Nie wielka zawartość butelki wylała się na mnie.
- Przepraszam. Nie zauważyłem Cię. -spojrzałam na winowajcę i prawie się przewróciłam, było ten przystojniak, któremu podałam piłkę- Przepraszam.
- Nic się nie stało, to tylko woda. -posłałam mu uśmiech.
- Kochanie, jakiś problem? -usłyszałam głos Kacpra, po chwili stał u mego boku i mierzył wzrokiem chłopaka. Przystojniak był wyższy od niego i bardziej umięśniony, jednak to wiedziałam, że Kacper chętnie by wdał się z nim w bójkę, złapałam go więc za dłoń.
- Żaden, mieliśmy mały wypadek, chodź. -pociągnęłam go lekko, ale on nadal stał wpatrzony w przystojniaka. W jego oczach widziałam furię, która zaraz miała się wylać. Ale o co te nerwy, przecież nikt nie umarł i nikt nie jest ranny- Nie ma co robić afery, chodź. -powiedziałam ciszej. On jednak stał jak uparty.
Kian?